sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 2 "Myślałaś suko, że nam uciekniesz?"

"Kiedy życie wymyka Ci się spod kontroli, zrób coś szalonego... Zaskocz wszystkich, a najlepiej swoje życie... "- Lifeisbrutal
Po 10 minutach w totalnej ciszy, którą przerywały jedynie nasze oddechy w końcu dotarliśmy na miejsce, zatrzymał się koło przystanku, chciałam otworzyć, ale były zamknięte, odwróciłam się w stronę Dallasa nieco przestraszona, ale z kamiennym wyrazem twarzy.
-Czemu te drzwi są zamknięte? - Wypowiedziałam pytanie z wściekłością w głosie - Co to ma znaczyć?!
-Kurwa nie podnoś na mnie głosu! - Wydarł się, aż mnie zmroziło - Chciałem Ci tylko przypomnieć, że sama wracasz a w domu mówisz, że Cię przywiozłem z powrotem, wszystko jasne? - Pyta, rzucając mi piorunujące spojrzenie.
Jestem po prostu przestraszona, czuję się jak mysz złapana przez złego, ogromnego kota. Dopiero teraz czując nadal jego wzrok na sobie orientuję się, że mu nie odpowiedziałam a on liczy na odpowiedź, więc delikatnie tylko kiwam głową, gdyż mój głos był w obecnej chwili, w stanie mnie zawieść. Ręce całe mi drżały, po odblokowaniu drzwi przez Dalla, ledwo byłam w stanie otworzyć je, ale w końcu mi się udało. Wyszłam najszybciej jak się dało i zamknęłam drzwi za sobą, zobaczyłam jeszcze jego szyderczy uśmiech, usłyszałam pisk opon i zobaczyłam jak się szybko oddala. Rozejrzałam się wokół siebie, otoczenie, w którym się obecnie znajduje, nie zmieniło się praktycznie przez te 2 miesiące. Może teraz walało się nieco więcej śmieci: jakiś puszek po piwie, butelek po wódce oraz pustych paczek po papierosach. Budynki były bardziej podupadłe niż w czerwcu, ale nikt nie chciał się narażać na złość tych ludzi, którzy tutaj mieszkają, poza tym byłby problem po wyburzeniu, a mianowicie gdzie mogliby zamieszkać. Podeszłam kawałek do przystanku, uważając na śmieci, oczekując na autobus tupałam nogą tworząc jakiś rytm; jednym z moich marzeniem jest tworzenie w branży muzycznej. Nagle uderzył we mnie odór wypitego piwa zmieszany z dymem papierosowym, odwróciłam się w stronę skąd dobywał się ten okropny zapach. Po zobaczeniu dwóch dorosłych mężczyzn, którzy wyglądali obrzydliwie i do tego jeszcze byli pijani, mocno się przeraziłam. Zaczęłam się cała trząść i w duchu mocno modlić, żeby ten pierdolony autobus w końcu przyjechał, ale nie nawet go nie było widać. Zaczęli się obleśnie do mnie uśmiechać i przybliżać, mimo tego, że ja się odsuwałam jak najdalej.
-Kochaniutka, gdzie uciekasz, chodź zabawimy się - oboje wybuchli śmiechem, który brzmiał jak rechot - Będziesz mogła wybrać, z którym chcesz pierwsze - poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza, zebrałam w sobie całą odwagę, na jaką było mnie stać i kopnęłam tego jednego w czułe miejsce. Miałam już zacząć uciekać, kiedy poczułam rękę tego drugiego na ramieniu i okropny ból wywołany ściskaniem i ciągnięciem mnie.
-Myślałaś suko, że nam uciekniesz? - Tego drugiego głos jest bardziej ochrypły, aż ciarki przechodzą po plecach - To się grubo myliłaś ślicznotko - szepcze mi tym razem do ucha, słyszę jego oddech drapieżcy, wyobrażam sobie jak oblizuje sobie wargę z apetytem, następnie czuję na szyi jego oślizły język.
Czułam obrzydzenie, kiedy to robił, lecz strach, który mną zawładnął nie pozwolił mi się poruszyć, stałam wyprostowana, bez wyrazu, powoli uczucia zaczęły ze mnie "wychodzić", powoli przestawałam czuć cokolwiek, nic nie robiłam, po chwili do tego drugiego dołączył się pierwszy, który już otrząsnął się moim kopnięciu. Jego dłonie były bardziej zachłanne, zaczął się do mnie dobierać, był bez żadnych skrupułów. Kiedy miał mnie zacząć rozbierać, usłyszałam pisk opon zatrzymywanego auta, tak mi się przynajmniej wtedy wydawało; nie czułam już uścisku dłoni, ale dalej stałam jak kamienny posąg. Słyszałam jak jakiś łagodny, męski głos przepełniony złością straszy pijaków, uczucia zaczęły powoli do mnie wracać, zaczęłam się strasznie trząść, kolana się pode mną ugięły, a łzy zaczęły spływać strumieniami po policzkach. Poczułam na moim ramieniu dotyk męskiej ręki, ale całkiem różniącej się od dotyku rąk pijaków, ciepło, które z emanowało z tamtego miejsca zaczęło powoli mnie uspokajać. Dopiero teraz, kiedy byłam w miarę spokojna mogłam podnieść głowę, żeby przyjrzeć się mojemu wybawcy. W czasie, gdy to robiłam natknęłam się na spojrzenie zielonych, wręcz szmaragdowych oczu, które przyglądały mi się z troską. Osobą, do której należało to piękne spojrzenie, był chłopak wyglądający na osobę w moim wieku, dobrze zbudowany, a jego szatynowe włosy lśniły w słońcu. To wszystko byłam w stanie stwierdzić w zaledwie ułamku sekundy, pod czujnym jego wzrokiem, który bacznie mi się przyglądał kucając przede mną.
-Nic Ci takiego nie zrobili? - Zapytał melodyjnym głosem, od którego moje serce zaczęło momentalnie szybciej bić - Wszystko będzie dobrze... - Wyszeptał z łagodnością biorąc moje ręce w swoje i delikatnie zaczął je pocierać.
-Tak...Ja może już pójdę, bo spóźnię się do szkoły - zaczęłam się podnosić, on delikatnie się uśmiechnął ukazując rząd idealnie białych zębów, podał mi dłoń, którą ja uścisnęłam i pomógł mi wstać - Dziękuję za pomoc... - Podziękowałam wpatrując się w ziemię, nieco zawstydzona.
-Nie ma, co dziękować, było w interesie pomóc takiej ładnej dziewczynie - podniosłam głowę i znowu natknęłam się na te zielone oczy, nie spodziewałam się, że stoi tak blisko - Chodź podwiozę Cię, jeśli oczywiście chcesz - dopiero teraz zobaczyłam stojący na poboczu motor - A tak przy okazji jestem Nicholas, dla przyjaciół i Ciebie po prostu Nick.
-Jeśli mówisz, że możesz to chętnie zgodzę się na propozycję... - Odpowiadam nieśmiało - Jestem Meredith.
Ruszyliśmy do jego motoru, wsiadł pierwszy i pomógł mi wsiąść, podał mi kask, zanim go założyłam jeszcze kazał mi się siebie objąć, tak też zrobiłam. Odpalił maszynę i ruszył.
***
Zaledwie po kilku minutach byliśmy już pod budynkiem szkoły, który był otoczony murem, niczym jakieś więzienie. Zsiadłam z motoru, przy niewielkiej pomocy Nick'a, zdjęłam kask i oddałam mu, przez to, że miał tylko ten, narażał siebie na niebezpieczeństwo jadąc bez. Rozejrzałam się wokół siebie czując na sobie wzrok innych i miałam rację, byliśmy obecnie tematem jeden, najładniejsze dziewczyny wysyłały mi mordercze spojrzenia, gdyby one zabijały już bym nie żyła.
-Jeszcze raz dzięki za wszystko - mówię nie potrafiąc spojrzeć w jego oczy, poprawiam torbę wiszącą na ramieniu i już mam odchodzić, kiedy czuję dotyk jego dłoni na moim nadgarstku.
-Zaczekaj - mówi spokojnie, odwracam się w jego stronę i napotykam ten hipnotyzujący wzrok - Może byś się umówiła ze mną na spotkanie, w ramach wdzięczności? - Uśmiecha się, aż zapiera mi dech w piersi, jestem wyjątkowo nieufna, ale jak tu odmówić temu przystojniakowi.
-Jasne, czemu nie? - Pytam, chociaż w głębi duszy, wiem, że będę mogła tego w przyszłości żałować.
-Dobra, to daj mi twój numer i sobie go zapiszę - wyciąga swój telefon, podaję mu mój numer, a on go zapisuje, po chwili dzwoni mi telefon, to Nicholas, żebym mogła go sobie zapisać - Jak będziesz miała czas na spotkanie, to po prostu pisz, trzymaj się - zakłada kask, wsiada na swój motor, mimo kasku mogę zauważyć jak się delikatnie uśmiecha.
Patrzę jak odjeżdża, kiedy nie ma go koło mnie czuję taką dziwną pustkę, przypominam sobie, że jestem koło szkoły i trzeba iść na lekcje. Mijam trio, które każe się nazywać "Zbawicielki", przewodzi im Veronica, szczupła tapeciara z przefarbowanymi włosami na platynowy blond. Zauważyłam, że ruszają w moją stronę, więc przyśpieszyłam kroku, niestety na nic się to zdało, ponieważ już stały przede mną i zagradzały mi drogę, niczym jacyś strażnicy broniący skarbu, tylko bardziej tacy potworni i pilnujący, żeby nieudacznicy tacy jak ja pozostali sobą.
-A, kogo my tu mamy, córkę sprzątaczki, która nie umie się porządnie ubrać i przychodzi w podartych ubraniach - zaczynają się szyderczo śmiać, a ja czuję jak łzy zaczynają napływać mi do oczu, dopiero po kilku sekundach dociera też sens ostatnich słów, przez tą "małą" potyczkę z pijakami mój dres miał dziury, jak na jakiś rozkaz inny uczniowie dołączają się do "Zbawicielek" w szyderstwach, Veronica zbliża się do mnie coraz bardziej i nachyla w stronę mojego ucha, a mnie przechodzi dreszcz niepokoju - Jeśli dowiem się, że spotykasz się z tym chłopakiem, lub próbujesz wybić zmiażdżę cię jak małego robaczka - szepcze złowieszczo, po wyprostowaniu do poprzedniej pozycji i zobaczeniu, jakie wrażenie na mnie wywarła uśmiecha się triumfująco - Myślałaś, że jak zobaczymy Cię z kimś z naszego pokroju to będziesz coś znaczyć, to się grubo myliłaś nic nie warta biedaczko! - Podniosła głos, aż tak, że rozeszło się echo, była jak taka nikczemna bogini ze starożytnych wierzeń. Czułam, że już nie wytrzymam emocjonalnie i zaraz się popłaczę publicznie a tego bym nie zniosła.
Czym prędzej udałam się w stronę szkoły, wszyscy na korytarzu zaczęli mnie przepuszczać, niektórzy zdziwieni, inni zaś śmiejąc się ze mnie. Wpadłam do toalety i zajęłam jedną z kabin, podwinęłam nogi pod siebie, tutaj już nie musiałam się kryć z uczuciami, potok łez zaczął wypływać z moich oczu. Cała się trzęsłam, w tym momencie zaczęłam sobie zadawać pytanie, dlaczego ja muszę się ukrywać, kim jestem naprawdę i przez to cierpieć a nie mój brat Dallas, czemu w ogóle muszę to robić. Czym ja do cholery zawiniłam, żeby nie móc normalnie żyć?! Zaczęłam sobie przypominać chwile, kiedy miałam ochotę wyjść normalnie z rodzicami na bankiet, czy wyjechać na prawdziwe wakacje, nawet pobawić się z bratem i powygłupiać z nim. Od zawsze trzymam się na tak zwanym uboczu, jako dziecko samotnie się bawiłam, nie mając wokół siebie przyjaciół, czasami ktoś z reszty służby przychodził się mną zająć, ale to się przecież nie liczy. Drżącymi dłońmi sięgam po mój telefon, wybieram numer Nicholasa, aby napisać sms'a, w którym informuję go, że nie może się ze mną zadawać i najlepiej, byłoby, żeby mi wtedy nie pomógł, niech teraz zapomni i niech się ze mną nie próbuje skontaktować. Przechodzę do opcji "Wyślij", mam naciskać, ale się waham, nie wiem, czemu, po prostu nie mogę. Zbieram w sobie stanowczość, już milimetry dzielą mnie od wysłania, gdy ...

1 komentarz:

  1. W tym rozdziale tyle się działo... Biedna Meredith. Gdyby tylko wszyscy dowiedzieli się o jej prawdziwym rodowodzie to by jej dupę lizali, ot co. A tak to ją wyśmiewają, ponieważ udaje trochę biedniejszą niż oni. Do tego ten jej brat... Serio nikt nie widzi w nich żadnego podobieństwa? Przecież prawie zawsze rodzeństwo wygląda podobnie...
    Nick ją uratował, Nick chce się z nią jeszcze spotkać, a tu nagle Veronica zaczyna grozić Meredith, żeby przestała się spotykać z jedyną osobą, która nie mierzy jej ze względu na pochodzenie i pieniądze.
    Nie fair.
    Mam nadzieję, że wszystko się chociaż trochę poprawi. Współczuję Merdith...
    Najlepsza jest końcówka - przerwałaś w takim momencie, że nic tylko czekać na ciąg dalszy.
    Tak więc i ja czekam, a ty pisz, pisz ten rozdział :D

    Pzdr
    opowiadaniebyjasminelovelace.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń