niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 1 "Myślisz, że wszystko kręci się tylko wokół Ciebie?"

Nieprzyjemnie dzwonienie budzika zaczęło roznosić się echem po całym moim pokoju, wybudzając mnie przy okazji ze spokojnego snu. Próbując zlokalizować i wyłączyć alarm w telefonie, mało, co nie strąciłam lampki stojącej na komodzie. Wreszcie namierzyłam go i nastała błoga cisza, zagłębiłam się bardziej w łóżku, otulając przy tym kołdrą, czułam się tutaj bezpiecznie, więc nie zdziwiłam się, kiedy moje myśli zaczęły się kształtować w pomysł, żeby zostać w tym ciepłym miejscu już na zawsze. Taka perspektywa jak najbardziej mi odpowiadała, niedane mi było się cieszyć długo tą chwilą, gdyż posłyszałam kroki mojej mamy, która zbudziła już Dallasa - mojego starszego brata, ale który nie jest jej synem. Na początku może już powinnam była wyjaśnić, kim jestem. Na imię mi Meredith, mam siedemnaście lat, jestem córką najbogatszej rodziny w mieście, lecz nikt o tym nie wie, z wyjątkiem sprzątaczki, którą traktuje jak moją mamę. Dlaczego tak jest? Dallas, który jest moim bratem jest ich pierwszym dzieckiem, więc gdy dowiedzieli się, że Maria jest ze mną w ciąży postanowili to zataić, aby utrzymać reputacje jemu, jako oczka w głowie rodziny, uwielbianego przez wszystkich jedynaka. W sumie mi to jak najbardziej odpowiada, wychowała mnie cudowna kobieta, której imię brzmi Kaliope, a dla mnie jest moją mamą, tatą, dziadkiem i babcią, czyli w skrócie całą rodziną. Nie to, że moi biologiczni rodzice w ogóle się mną nie interesują, czasami nawet przywiązują za bardzo do mnie uwagi. Po prostu z moją "mamą" utworzyłam niesamowitą więź, której nie potrafię wytłumaczyć i nie traktuje Mari oraz Toma, jako moich rodziców tylko, jako opiekunów, którzy sprawdzają, żeby nie zabrakło mi pieniędzy na drobne rzeczy. Mojego brata przezwisko to Dall, trochę dziwne, ale kto wnikałby w szczegóły. Tak, więc Dall szedł w tym roku na studia, ale w pobliżu domu, dlatego mieszka z nami, ja tymczasem wybieram się do ostatniej klasy szkoły średniej. W obecnej chwili usłyszałam lekkie skrzypienie drzwi i po chwili poczułam, jak materac na moim łóżku ugina się pod czyimś ciężarem, a ja wiedziałam już dobrze, kto koło mnie usiadł.
-Meredith, pora wstawać - usłyszałam obok siebie spokojny głos Kali - Dallas już wstał, jeśli chcesz się z nim zabrać to musisz się pośpieszyć - zaczęłam jeszcze bardziej zakrywać się kołdrą, niezadowolona perspektywą pójścia do szkoły - Dobrze wiem, że przyzwyczaiłaś się do spania, do późnej godziny w wakacje, ale teraz zaczął się nowy rok szkolny i trzeba wstać - powoli zaczęła ze mnie ściągać kołdrę, ja tym bardziej wcisnęłam głowę w poduszkę - Nie cieszysz się, że w końcu zobaczysz się z przyjaciółmi po dwóch miesiącach niewidzenia? - znając życie teraz przyjaźnie się uśmiecha, zawsze widzi pozytywne cechy, taka mała optymistka, gdyby wiedziała, że ja nie mam żadnych znajomych, tylko samych wrogów, zwanych przeze mnie gnębicielami, wtedy miałaby inną minę.
-Oczywiście mamo, że się cieszę - wybełkotałam z resztek "twierdzy", siląc się na radosny ton, przynajmniej na taki, na jaki było mnie stać w obecnej chwili - Już wstaję...
-Przekażę Dallasowi, żeby na Ciebie zaczekał - poczułam jak wstaje i usłyszałam jak podchodzi do drzwi - Tylko ubierz się ładnie, jesteś w ostatniej klasie, wiem, że musimy udawać, ale chyba córka sprzątaczki może również się porządnie ubrać - dodała ściszonym głosem, po czym można było usłyszeć jak drzwi się za nią zamknęły.
Odetchnęłam z ulgą, że w końcu poszła, nienawidzę udawać radosnej w jej towarzystwie, wystarcza mi fałszywe uśmiechanie się w szkole, chociaż i tam nikt tego nie zauważa, nie ważne czy bym skakała do sufitu, oni i tak znajdą powód, żeby się ze mnie naśmiewać. Do tej pory ich przywódcą był Dallas, który nie miał przecież powodu, aby nie wykpić "córki" jego sprzątaczki. Tak macie całkowitą rację, nawet Dall nie ma o niczym pojęcia, rodzice, (jeśli mogę ich tak w ogóle nazywać...) skrupulatnie wszystko zaplanowali, Kaliope przygotowali do roli kobiety w ciąży, muszę przyznać, że z jej opowieści wynika, że doskonale się spisała w swojej roli. Był taki moment, kiedy o mały włos się nie wydało, że jestem ich córką, dokładnie pamiętam ten moment miałam wtedy 6 lat...
Wysokiej postawy mężczyzna ubrany w szykowny garnitur, podkreślający jego urodę oraz wyniosłość charakteryzującą wyłącznie biznesmenów, obok niego kobieta, której bujne kształty podkreśla sukienka koloru krwistej czerwieni, koło nich stoi młody blondynek, w wieku 7 lat, wystrojony w garnitur podobnie jak jego ojciec, można by rzec, że ten młodzieniaszek już podbija serca kobiet, a co dopiero będzie w przyszłości. Wyglądają jakby wyjęto ich z jakiejś bajki, lecz to rzeczywistość, dla nich nieziemska, dla małej dziewczynki skrytej w cieniu sprzątaczki, która żegnała swoich pracodawców - strasznie ponura. Mała dziewczynka ściska rękę swojej opiekunki, ale jednocześnie ma ochotę się wyrwać i również zacząć żyć w tej bajce.
-Kaliope! - jęczy coraz głośniej z naburmuszoną miną - Ja chce iść z rodzicami na ten bankiet! - teraz to już prawie krzyczy.
Kobieta wraz z mężczyzną odwracają się w stronę pary zakłócającej ich "bajkę", rzucając przy tym spłoszony wzrok, mały chłopiec, nieco zmieszany nie wiedząc, co przed chwilą zaszło rzuca pytające spojrzenie swoim rodzicom, by po chwili skierować wzrok swoich błękitnych oczu na nic nie warte w jego oczach osoby. Blond bogini idzie powoli z gracją, lecz w oczach można dostrzec gniew z iskrą żądzy mordu. Ciągnie za ramię sprzątaczkę w głąb domu tak mocno, że na twarzy Kaliope pojawia się grymas bólu.
-Jeszcze raz pozwolisz na taki wybryk Meredith to wylatujesz z nią z tego domu! - wysyczała z furią pokazując na małą dziewczynkę, obecnie chowającą twarz ze strachu w nogach opiekunki - Zrozumiano?!
-Oczywiście, pani Wilmington - odparła ze skruchą służąca - To się więcej nie powtórzy, obiecuję...
-Ja mam taką nadzieję - odparła już nieco spokojniej Maria, poprawiła swoją sukienkę zanim ruszyła z powrotem do holu - Nie wiem, o której wrócimy z mężem i synem, proszę, więc na nas nie czekać - jeszcze rzuciła i znikła z widoku.
Mała dziewczynka orientując się, że kobieta odeszła odważyła się podnieść wzrok na sprzątaczkę i służącą w tym domu, która od tej chwili miała zamienić się w jej 100% mamę. Kobieta ukucnęła, żeby być na poziomie małej i ją delikatnie objęła, pozwalając, żeby mała się wypłakała.
-Przepraszam...Ja tera...teraz...wiem, że...t...ty... jesteś moją... prawdziwą mamą - wypowiedziała między szlochami i przytuliła kobietę z niesamowitą miłością.
Od tamtej chwili, może dokładniej od tamtego wydarzenia Kaliope traktuję szczerze i z miłością. Powracając do Dallasa, on nie pamięta tamtego wydarzenia, tego jestem pewna, skoro był przywódcą, mimo że idzie na studia wciąż jest, nic go nie powstrzymywało, aby ze mnie szydzić, nie ważne gdzie się wybrałam, tam znalazł swoich przyjaciół, z kim mnie wyśmiewał.
Wygrzebałam się z łóżka, wstając rozciągnęłam się nieco, przy wykonywaniu tej czynności towarzyszyło mi ziewanie oraz charakterystyczne strzelanie kości. Do łazienki wzięłam ubrania, które ubierałam tylko do szkoły, albowiem w domu nie muszę się kryć ze swoim ciałem, nie o to chodzi, że jestem gruba, właśnie wręcz przeciwnie, moje ciało miało bujne kształty, o których mogły pomarzyć inne dziewczyny. Po prostu nie było mowy, żeby mogli mnie porównać do Marii, żeby nie niszczyć swoich blond włosów zakładałam perukę, tylko to nie była byle, jaka, co to nie, bo np. podczas robienia ćwiczeń na wf mogłaby mi spaść. Została ona zakupiona przez państwo Wilmington, była droga, ale jeśli chcieli mnie ukryć to musieli wydać trochę pieniędzy. Udałam się do łazienki, która była dla pracowników tego domu, przecież trzeba było dbać o pozory. Przeglądnęłam się w małym, zakurzonym lustrze wiszącym nad umywalką, zaczęłam chować moje blond włosy pod perukę, teraz wyglądam na szatynkę tak jak Kaliope, niebieskie oczy, które kiedyś były błękitne i radosne, teraz świecą pustką, na nie nałożyłam zielone soczewki. Byłam w samej bieliźnie, więc, jak co dzień zaczęłam palcem jeździć po bliznach znajdujących się na udach, które zostały mi po operacji, kiedy ratowali mi nogi po wypadku w górach.
Mało brakowało, aby ta dziewczyna nie przeżyła, ma ogromne szczęście, zostaną jej jedynie blizny...
Poczułam jak po policzku spływają łzy, delikatnie potrząsnęłam głową, aby rozgonić złe myśli. Dokładnie pamiętam jak przyszła lawina i mnie zasypało, myślałam, że już nie zobaczę Kaliope, jeszcze w dodatku ten kamień, który przytrzasnął mi nogi...
***
Ubrałam się w za dużą, szarą bluzę, czarne dresy i szare trampki, po czym zaczesałam włosy w kucyka i wyszłam z łazienki nawet się nie malując, nie miałam nawet przecież takiej potrzeby. Spakowałam kilka zeszytów do torby, wzięłam swój telefon, wyszłam z mojego małego pokoju, który mieścił się pośród pokoi służby i niczym się nie różnił, oprócz koloru. Zeszłam po krętych schodach do ogromnego holu, w którym znajdowały się rzeczy z najróżniejszych zakątków świata, gdzie Tom miał spotkania biznesowe, ostatnio był, aż w Japonii, oczywiście jak zawsze towarzyszyła mu Maria. Dallas wyszedł z kuchni trzymając w jednej ręce kluczyki do jego samochodu - Audi A8, a w drugiej jabłko, które zaczął jeść opierając się o framugę drzwi. Jest on wysokim blondynem o błękitnych oczach, biała koszula opina jego idealnie umięśnione ciało, każda dziewczyna z okolicy się za nim ugania, zwłaszcza te z liceum. On jednak całkowicie je ignoruje, jedyna dziewczyna, która mu się podoba i ją kocha jest Jessica, która wyjechała rok temu na drugi koniec kraju na studia, ale utrzymują ze sobą świetny kontakt. Mimo to wszyscy myślą, że ze sobą zerwali, a oni nie chcą wyprowadzać ich z błędu, w rezultacie wiele dziewczyn dzwoni do naszego domu, ja oczywiście nigdy nie odbieram, bo jakby to wyglądało, że "córka" sprzątaczki odbiera telefon, dzwoniący oczywiście do państwa Wilmington. W szkole zawsze jestem sobą, nie wyobrażam siebie, jako pustej laluni, której w głowie tylko mizdrzenie. Skutek jest taki, że nawet najgorszy kujon nie chce się ze mną przyjaźnić; nie raz znalazłam w swojej szafce zgnite rzeczy, czy moja torba wylądowało w kiblu, czy ewentualnie została wywalona do kosza. Co robił wtedy, Dall? Od razu można się domyśleć, że on jest odpowiedzialny za te incydenty.
-Halo, poczwaro żyjesz czy już zdechłaś? - wyrwał mnie z zamyślenia śmiejąc się przy tym, mogłabym porównać to do rechotu żaby, ale bym skłamała, w między czasie zauważyłam, że skończył swoje lekkie śniadanie - Mogłabyś się pośpieszyć, poza tym nie chcę za długo zabawić w tej obskurnej okolicy - skrzywił się z obrzydzenia, wydając zdegustowany pomruk.
-Już idę - odpowiedziałam nawet się nie siląc na uśmiech, i tak by nie został doceniony.
-To chyba obijanie się... - zlustrował mnie wzrokiem z góry do dołu - Mogłabyś się lepiej ubrać... - rzekł z wyczuwalną ironią - A nie! Zapomniałem, że córki mojej podwładnej na nic ładnego nie stać, bo to nawet tatusia nie ma - i tak po prostu zaczął się śmiać, poczułam jak łzy kumulują się, żeby wypłynąć na wierzch, na ułamek sekundy i tylko na tą małą chwilę zobaczyłam litość w jego oczach, ale za chwilę znowu było widać wyłącznie pogardę - Nie płacz śmieciu, tylko się zbieraj i jedziemy. Myślisz, że wszystko kręci się tylko wokół Ciebie?

Nie powiedziałam nic, tylko wyminęłam go, otworzyłam drzwi i wyszłam na podjazd. Poczekałam chwilę, aż otworzy garaż, wsiadłam do jego samochodu, nie oglądając się na boki tylko tępo patrząc w szybę i "podziwiając" resztę wyposażenia budynku. Po chwili dosiadł się do mnie, odpalił auto i wyjechał na drogę...

4 komentarze:

  1. Okropni rodzice!!! Jak mogą rezygnować z dziecka, bo jedno już mają? Już lepsza byłaby aborcja!
    Tyle co do opisu sytuacji.
    Świetnie się zaczyna i liczę na więcej! Masz dar do pisania świetnych opowiadań!
    W wolnym czasie zapraszam do mnie:
    zaklinacze-koni.blogspot.com
    domieevlog.blogspot.com
    koci-sekret.blogspot.com

    [Ten ostatni czeka na szablon i na razie nic tam nie ma]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiesz się wkrótce czemu tacy są... :) Wszystko ma swoje powody, prawda? :P I dziękuję, że Ci się podoba :* Na pewno wpadnę jak będę mieć czas :3

      Usuń
  2. Cudo <3 nic dodać nic ująć :D :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Od razu mnóstwo się dowiadujemy, naprawdę ciekawy pomysł. Tylko jakoś nie mogę zrozumieć, że Meredith nie przeszkadza fakt, że jej własny brat się z niej nabija. Dlaczego jej "rodzice" nie mogą mu powiedzieć, żeby zachowywał się lepiej? A no tak - pewnie jest tak rozpieszczonym "jedynakiem", że i tak miałby to głęboko gdzieś.
    Nie zauważyłam żadnych błędów i przyjemnie się czyta. Dobrze jednak byłoby gdybyś nie robiła dwu miesięcznych przerw między rozdziałami XD

    Pzdr
    opowiadaniebyjasminelovelace.blogspot.com
    PS. nadal mam nadzieję, że będzie to opowiadanie paranormal romance, mimo że w prologu zapewniłaś, że tak nie jest XD

    OdpowiedzUsuń